Tata na porodówce - tak czy nie?

Miałam bardzo konkretną wizję porodu. Zajęcia w szkole rodzenia dostarczyły mi więcej informacji niż jakakolwiek strona internetowa i pomogły opracować szczegółowy plan wydawania potomka na świat. Byłam elastyczna w stopniu zdroworozsądkowym. 

Założyłam, że nie będę prosić o znieczulenie zewnątrzoponowe (o które błagałam po kolejnej godzinie porodowego koszmaru, a którego z przyczyn rozmaitych nie mogłam otrzymać), co najwyżej o masaże i pobyt w wannie (to akurat dostałam). Spore nadzieje pokładałam w gazie wziewnym oraz w workach sako. Byłam też zafascynowana ideą rodzenia w pozycji kucznej.

Bardzo sobie życzyłam, by podczas I fazy porodu - wielu godzinach czekania na dziesięć magicznych centymetrów rozwarcia - obecna była moja Lepsza Połowa. Wprawdzie nie wyobrażałam sobie ogromu bólu towarzyszącego skurczom, ale wiedziałam, że przed bólem nie ma ucieczki. Dlatego potrzebowałam wsparcia. 

Czy chciałam, żeby przyszły Tata widział krew i wyłaniającą się z czeluści waginy główkę dzieciaka? Nie, nie chciałam. Czytałam, że Włoszki permanentnie zmuszają swoich partnerów do obecności przy porodzie, co często prowadzi do kryzysów w związkach i rozstań w przeciągu roku-dwóch. Poza tym jestem nieco staroświecka i uważałam, że poród to sprawa między rodzącą a położną. Dlatego też wsparcie ze strony Lepszej Połowy miało polegać na masowaniu krzyża, podawaniu wody, robieniu okładów, podtrzymywaniu mnie podczas spacerowania. Taki plan odpowiadał nam obojgu. 

Jak mawia Woody Allen "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach". Plan porodu był w mojej torbie i jadąc o północy na porodówkę zakładałam, że uda mi się wcielić go w życie. 
Gdy zostałam już przyjęta na oddział - zaczęła się zabawa. Leżąc na skórzanej macie zwijałam się z bólu. Wbiłam paznokcie w ścianę (to nie przenośnia - pod paznokciami znalazłam farbę!) i zaczynałam rozważać przyjęcie znieczulenia. Później, na łóżku na sali porodowej, było jeszcze ciekawiej. Na szczęście miałam wsparcie jakiego potrzebowałam, także ze strony wspaniałej położnej. 
Traciłam przytomność po każdym skurczu i podobno błagałam nie tylko o znieczulenie, ale i o to, żeby mnie dobić. Tak, znalazłam siły, by wyartykułować tę absurdalną prośbę! 

Przed porodem za wszelką cenę chciałam oszczędzić swojemu Mężczyźnie przykrych widoków. Byłam pewna, że nim zacznie się  II faza (skurcze parte), położna da mi czas na głębszy oddech, a przyszły Tata zdąży sobie wyjść i poza salą porodową poczeka na szczęśliwe zakończenie.
Z porodu pamiętam niewiele. Wiem jednak, że Mój Drogi widział niemal wszystko - o wiele więcej niż miał zobaczyć kiedykolwiek. Poród to bardzo obnażające kobietę doświadczenie. Lojalnie uprzedzam, że z ciała kobiety wydobywa się nie tylko krew...

Pamiętam, jak wykończona szesnastoma godzinami cierpień (plus osiem godzin przed przybyciem do szpitala) poczułam, że dzieje się coś dziwnego i powiedziałam "on (dziecko) chce wyjść". Pięć minut później syn był już z nami, a jego Tata - cały czas obok. Nie prosiłam, żeby został. Stwierdził, że go potrzebowałam i...miał rację. Nie tylko zasłużył na moją dozgonną wdzięczność i bezgraniczny podziw, ale też przeciął pępowinę.  W najpiękniejszym momencie, wynagradzającym cały wysiłek, byliśmy razem i razem powitaliśmy naszego syna na świecie. To bezcenne przeżycie.

Czy dobrze się stało, że Tata był obecny na porodówce? Tak. Nie żałujemy. Czujemy się sobie bliżsi, ja mam do niego jeszcze więcej zaufania. Trudne i piękne doświadczenie wzmocniło nas jako duet. Nie mamy traum. Ja nie czuję wstydu, a On obrzydzenia. 
Czy w przypadku każdej pary byłoby podobnie? Nie. Ludzie są różni i różne są okoliczności. 
To, że akurat nas wspólne przejście przez wszystkie fazy porodu wzbogaciło nie znaczy wcale, że dobrze wpłynęłoby na inną parę. 

To nie mit, że mężczyźni uczestniczący w porodach zaczynają patrzeć na swoje kobiety w inny sposób. Jedni - z większym szacunkiem i podziwem, inni ze współczuciem i troską, jeszcze inni zaczynają odczuwać awersję, co rzutuje na późniejsze pożycie i wtedy nie jest już pięknie. 
Kiedy zastanawiam się, czy tata na porodówce to dobry pomysł, przychodzi mi do głowy jedna odpowiedź: dobry, jeżeli obecność ta nie jest wymuszona, na przykład przy pomocy szantażu emocjonalnego, w czym kobiety są mistrzyniami. Obie strony muszą czuć się komfortowo. O komfort fizyczny podczas porodu trudno, zadbajmy chociaż o psychiczny. Niczyje granice nie powinny zostać naruszone. 

Pamiętajmy też, że jeżeli nasz partner zechce być obecny (zechce, czyli nie ulegnie pod naciskiem, tylko wyrazi chęć i gotowość), będzie to i dla niego duże obciążenie. Wystarczy wspomnieć o nieprzespanej nocy, czuwaniu, masowaniu, wreszcie o patrzeniu jak bliska osoba cierpi i niewiele można zrobić, aby jej ulżyć. 
Dobrym pomysłem jest zadbanie o prowiant dla przyszłego taty. Niech w torbie przygotowanej do szpitala znajdzie się także coś dla niego - czekolada, kawa w saszetkach, butelka wody albo, jeśli będzie taka możliwość, kanapki i termos. 

Jeżeli będę jeszcze kiedyś rodzić, chciałabym mieć Swojego u boku. Nie polecam jednak takiego wariantu, ponieważ nie ma tu uniwersalnej zasady. Każdy mężczyzna, podobnie jak każda kobieta, wyobraża sobie inaczej narodziny dziecka. Dla dobra związku i wzajemnych relacji jedyna rada, na jaką mnie stać to ta skierowana do kobiet: słuchajcie swoich mężczyzn, szanujcie ich granice i doceńcie wszystko, co robią. Niech czują, że są potrzebni, ale niech nie odczuwają presji. Tak, miłe panie, to Wy rodzicie w wielkich bólach, cierpicie, a oni mają czelność nie czuć tego, co Was od środka rozdziera. Nie do nich miejcie pretensje, tylko do biologii. Tak, to Wy musicie stawić czoła największym wyzwaniom, ale oni też się liczą i mają prawo głosu.

Kończąc temat..słyszałyście o kryzysie siódmego centymetra? To moment, kiedy rozwarcie wynosi siedem centymetrów, a mężczyznom obrywa się najbardziej.Tylko na filmach jest to zabawne. Mój nie usłyszał żadnej obelgi, ale to się często zdarza. Czy każdy mężczyzna puści te "czułe słówka" mimo uszu?




Komentarze

  1. Brawo da taty!😃 Życzę dużo zdrowia i radości waszej rodzince!😍

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz