Jak odzyskać ręce?

Bajbus ma do dyspozycji luksusowy bujak z pozytywką i wibracjami, własne łóżeczko oraz wygodne małżeńskie łoże swoich rodziców. Wiecznie spragnione bliskości dziecko najlepiej czuje się jednak w czułych objęciach mamy lub taty - zwłaszcza, gdy mama kołysze się w rytm starych melodii, a tata zapewnia doznania na miarę roller coastera. 

Młody ma szczęście. Trafił na rodziców, którym odpowiada idea rodzicielstwa bliskości. Gdyby nie potrzeby fizjologiczne, a niekiedy ból mięśni, najchętniej nie przestawałabym Bajbusa przytulać. 
Zdarza się jednak, że trzeba małego odłożyć. A on z tych nieodkładalnych... Zostawiony sam sobie wykrzywia usta w podkówkę, by po trzech sekundach zaprezentować pojemność płuc, siłę krtani i niezwykłą determinację w przywoływaniu rodziców. Przecież jego miejsce jest na rękach!

A co zrobić, by na chwilę odzyskać ręce? W spokoju napić się gorącej kawy, zjeść coś posługując się sztućcami, zniknąć na pół minuty w toalecie...

Odkryliśmy trzy sposoby, które niekiedy się sprawdzają. Może inni rodzice mają w tej kwestii więcej szczęścia i przedstawione metody działają na ich dzieciaki za każdym razem. U nas to loteria.

Po pierwsze - chusta. Nie byłam przekonana, ale okazuje się, że warto opanować sztukę motania. O ile nie jest za ciepło, mój wybredny syn potrafi w niej spędzić pół godziny, czasem godzinę. Początkowo wyraża sprzeciw, jednak o ile sama nie zrezygnuję, po chwili on przestaje płakać i usypia. 

Po drugie - kaftan bezpieczeństwa, innymi słowy otulacz. Krępujemy małemu ruchy i usypiamy (mistrzem w tym jest Tata). Uśpionego można odłożyć na bujak, co zapewnia trochę spokoju. Pół godziny, czasem więcej. Dotychczasowy rekord to półtorej. Warto co chwila bujnąć. 

Po trzecie - oddać dziecko. Brzmi kontrowersyjnie? Spieszę z wyjaśnieniem. Niektóre mamy mają tendencję do trzymania dziecka przy sobie za wszelką cenę. Czy to z braku zaufania do innych (nawet do ojców), ze strachu, poczucia misji czy z zazdrości. Wolą być męczennicami o obolałych ramionach niż kobietami, które pozwalają sobie na chwilę odprężenia. A cóż jest złego w powierzeniu malucha komuś zaufanemu? Mamo, pozwól tacie, babci, ciotce wykazać się, a sama wykorzystaj wolne ręce. Dzieciak nie będzie miał tego za złe i z pewnością nie ten drobiazg wypomni ci po latach. 

Aby dobrze funkcjonować potrzebujemy snu (tak, wiem, dla rodziców niemowląt jest to towar deficytowy), prysznica, kawy (tak, matko - kawę pić ci wolno, nawet trzy filiżanki dziennie i nawet jeżeli karmisz piersią!), wartościowych posiłków, które smakują lepiej przygotowywane w domu i są zdrowsze niż chwytane w przelocie herbatniki popijane wczorajszą herbatą. Jeżeli chcemy zaspokoić nasze potrzeby, potrzebne nam są dwie ręce. Nawet na nieodkładalne dziecko istnieją sposoby. Może nie gadżety, a inna para rąk?


Komentarze