Dziewięć miesięcy zaskoczeń
Każda kobieta jest inna. Każda ciąża jest inna. Jedna kobieta może kolejne ciąże przechodzić rozmaicie: w jednej uskarżając się na obrzęki, w następnej - na wymioty albo zupełnie na nic, może oprócz nudy i męża, który zimą nie był w stanie znaleźć świeżych malin, a o pierwszej w nocy wyczarować tortu bezowego.
Różne są także podejścia przyszłych mam do stanu odmiennego. Ciąże bywają planowane i wyczekiwane lub przypadkowe. Nic więc dziwnego, że paleta reakcji i emocji towarzyszących odkryciu dwóch kresek jest bogatsza niż paleta barw.
Jedna jest tylko uniwersalna prawda - ciąża to wielka niewiadoma.
Oczywiście co nieco możemy sobie wyobrazić: że przytyjemy, prawdopodobnie będziemy zwracać każdy posiłek (oprócz lodów z kiszonym ogórkiem), ból krzyża da nam się we znaki, trzeba będzie kupić większe buty. Wreszcie, w najmniej odpowiednim momencie, odejdą nam wody i tak rozpocznie się poród, który boli, ale da się znieść. Tymczasem ani geny, ani nasze doświadczenia, ani największe autorytety (począwszy od teściowej, a skończywszy na najlepszych położnikach) nie dadzą nam gwarancji jaki zestaw dolegliwości ciążowych przypadnie nam w udziale ani jak ciąża będzie przebiegać.
Jest wiele znaków zapytania - o wiele więcej, niż odpowiedzi. Może to i lepiej. Gdybyśmy wiedziały o wszystkim, co potencjalnie może nas spotkać, zapewne podjęcie decyzji o prokreacji nie przychodziłoby łatwo.
O ciąży nie wypada mówić źle - stan odmienny ma rewelacyjny PR. A może babcie i matki nie opowiadają nam o tym co najtrudniejsze ze strachu, że nie doczekają się wnuków...?
Moja ciąża była chciana, wyczekana i planowana. Tak bardzo skupiłam się na poszukiwaniu informacji o zwiększeniu szans na prokreacyjny sukces, że zbagatelizowałam research na temat dziewięciu miesięcy odmienności.
Okazało się, że byłam do ciąży kompletnie nieprzygotowana (chociaż zażywałam kwas foliowy na ładnych parę miesięcy przed zajściem). Oto co mnie zaskoczyło:
1. Ciąża odbiera kobiecie kontrolę: nad ciałem (pęcherzem, cerą, dziąsłami, wagą - choćbyśmy odmawiały sobie wszelkich łakoci, piły wodę z cytryną i godzinami spacerowały, to i tak możemy tyć kilogram czy półtora na tydzień, a pewnego ranka nie rozpoznamy własnych łydek itd.) oraz psychiką (pojawiają się myśli i stany emocjonalne, których nie sposób zrozumieć, a które budzą poczucie winy i wstyd, nawet racjonalne kobiety zaczynają podejmować irracjonalne decyzje).
2. Wraz z ujrzeniem dwóch kresek nie zawsze pojawia się wielka, bezgraniczna miłość do potomka, nie zawsze od razu myślimy o nim w kategoriach "maleństwo", "dziecko" - czasami na początku jest to "płód". To dość naturalne, a jednak kontrowersyjne. Gdy powiedziałam komuś, że "nie czuję miłości, po prostu chcę, żeby było zdrowe", spotkałam się z wielkim zdziwieniem i oburzeniem. Zakochałam się i pokochałam syna od pierwszego wejrzenia, ale niektóre kobiety potrzebują dni, tygodni albo miesięcy, by poczuć to do swojego dziecka. Nie należy ich obwiniać czy wyzywać od wyrodnych matek.
3. Kiedy planujemy ciążę, jest ona naszym marzeniem, mamy zwykle pewne wyobrażenia i nadzieje, które w zetknięciu z rzeczywistością mogą stać się źródłem frustracji. Jak mawiał mój promotor: "Chcąc zmniejszyć poziom frustracji, obniż poziom oczekiwań".
4. Dużo mówi się o wahaniach nastroju w ciąży i depresji poporodowej, ale kto wspomina o stanach depresyjnych w ciąży? Nie wypada, wszak ciąża to "okres radosnego oczekiwania". Można rzucić tortem w męża, ale jak można przez kilka dni nie wychodzić z łóżka, płakać i żałować, że jest się w ciąży? Tymczasem - to się zdarza.
5. Ciąża może być okresem, którego nie będziemy miło wspominać. Nie zawsze i nie dla każdej kobiety jest to przyjemny czas. Ja osobiście mniej boję się kolejnego porodu niż następnej ciąży, a rodziłam długo i bez znieczulenia, tracąc przytomność po każdym skurczu. Przykro mi z tego powodu, bo miałam nadzieję, że będzie to najszczęśliwszy czas w moim życiu (patrz punkt 3). Na szczęście pierwsze tygodnie z synem wynagrodziły mi wszystko.
Zdarzały się jednak także miłe niespodzianki. Lepsza przemiana materii (rzadkość w ciąży), apetyt na zdrowie (może dlatego przytyłam tylko 7 kilo licząc od wagi wyjściowej, a 14 od najniższej uzyskanej w I trymestrze) czy odporność do pozazdroszczenia (kobiety w ciąży są zwykle bardziej podatne na infekcje, a mnie przeziębienia lubią).
Reasumując - ciąża to dziewięć miesięcy zaskoczeń. Pozytywnych i negatywnych. Nie ma sposobu, by przewidzieć co nas czeka w pierwszej ciąży czy w kolejnych. Nie ma co patrzeć na mamę (moja przechodziła zupełnie inaczej dwie swoje i żadna z nich nie przypominała mojej), wierzyć we wszystkie książkowe mądrości czy szukać odpowiedzi na forach internetowych.
Jak to się pięknie mówi po angielsku: "no risk, no fun", czyli bez ryzyka nie ma dzieciaka. A bajbusy bywają fajne.
Komentarze
Prześlij komentarz