Czego się boi młoda mama?
Kiedy w naszym życiu pojawia się ktoś, kogo kochamy, chwilę później zaczynają nam towarzyszyć rozmaite obawy. To cena jaką płacimy za poczucie spełnienia. Gdy spotykamy człowieka, z którym chcemy spędzić resztę życia, często czujemy lęk przed stratą , rozczarowaniem, krzywdą. Jednak wielu z nas tłumi to przykre uczucie i po prostu żyje, popełniając niekiedy szaleństwo snucia planów.
Gdy rodzi nam się dziecko, poznajemy całą gamę dotychczas nieznanych emocji, motywacji, pragnień i obaw.
Błędne jest przeświadczenie, że tylko matki spoglądają na swoje dzieci z troską i niepokojem. W obliczu wszechobecnego kultu macierzyństwa tracimy z oczu fakt, że ojcowie nie tylko płodzą i płacą, ale też są obecni, opiekują się i odczuwają.
Kilku znanych mi ojców przyznało, że siadają zaniepokojeni do internetu, gdy niemowlęca kupa ma inny kolor niż zwykle albo gdy dziecku ulało się więcej niż ostatnio - martwią się tak samo, jak ich kobiety. Strach przed chorobą znany jest każdemu rodzicowi.
Nie piszę tych słów podpierając się ankietami czy statystykami. Chciałabym przedstawić swoją prywatną listę obaw. Przypuszczam, że część z nich towarzyszy wielu matkom i ojcom.
Dziecko zachoruje
Pora oswoić się z myślą, że prędzej czy później mój syn przeziębi się albo zje coś, co mu zaszkodzi. Takie jest życie i rozum podpowiada, że nie ma sensu o tym myśleć. Tymczasem po każdym spacerze przynajmniej przez parę minut zastanawiam się, czy Małego nie przewiało albo czy się nie przegrzał. Gdy zadrapie mnie w gardle w pierwszej chwili pojawia się strach, że zdążyłam dzieciaka czymś zarazić. Są to na szczęście sekundy, minuty, a nie wielka fobia, z którą należałoby zwrócić się do psychiatry.
O poważnych chorobach udaje mi się nie myśleć. Zagrożenie dostrzegam natomiast w innych dzieciach, a raczej w ich lekkomyślnych rodzicach - anyszczepionkowcach albo egoistach pozwalających chorym dzieciorom przebywać ze zdrowymi.
SIDS (nagła śmierć łóżeczkowa)
Cichy wróg. Przeraża jak wszystko, co pozostaje nie do końca wyjaśnione. Nie jest to choroba, na którą można odpowiednio szybko zareagować i podać lekarstwo.
Znane są natomiast pewne czynniki zwiększające ryzyko: spanie dziecka na brzuszku (to dobra pozycja, o ile ktoś ma dziecko na oku, co w nocy jest trudne), palenie papierosów, nieregularny rytm życia i stres dziecka oraz szereg czynników medycznych (począwszy od niskiej masy urodzeniowej po rozmaite problemy neurologiczne).
Czy boję się SIDS? Strasznie. Staram się jednak myśleć o tym tylko tyle, by zminimalizować ryzyko. Nie pozwalam przerażeniu się sparaliżować.
SIDS (nagła śmierć łóżeczkowa)
Cichy wróg. Przeraża jak wszystko, co pozostaje nie do końca wyjaśnione. Nie jest to choroba, na którą można odpowiednio szybko zareagować i podać lekarstwo.
Znane są natomiast pewne czynniki zwiększające ryzyko: spanie dziecka na brzuszku (to dobra pozycja, o ile ktoś ma dziecko na oku, co w nocy jest trudne), palenie papierosów, nieregularny rytm życia i stres dziecka oraz szereg czynników medycznych (począwszy od niskiej masy urodzeniowej po rozmaite problemy neurologiczne).
Czy boję się SIDS? Strasznie. Staram się jednak myśleć o tym tylko tyle, by zminimalizować ryzyko. Nie pozwalam przerażeniu się sparaliżować.
Mamy parę lat wyjętych z życiorysu
Kiedy nasz bajbus jest bardziej marudny, ma gorszy dzień, a za nami nieprzespana noc, zaczynam się zastanawiać, czy jeszcze kiedykolwiek się wyśpimy. Wprawdzie więcej nocy zarwałam zastanawiając się czy w ogóle będę mieć dzieci, ale nie ukrywam, że tęsknię za snem. I za wychodzeniem z domu. I za jedzeniem bez pośpiechu. I za braniem prysznica bez wyłączania wody w celu nasłuchiwania, czy Mały już się obudził.
Zastanawiam się kiedy to minie i czy przetrwamy. A potem bajbus robi coś miłego, na przykład zaciska piąstkę na moim palcu i myślę sobie, że osiem godzin snu, wyjście do kina, śniadanie, godzinny prysznic to nic pilnego.
Dziecko złamie nam serce
Dzieci dorastają, niestety. Przestają być niewinnymi niemowlętami, kształtują się ich charaktery. Nie na wszystko mamy wpływ. Nie jesteśmy w stanie dziecka zaprogramować.
Boję się, że bajbus wyrośnie na człowieka, dla którego nie będziemy nic znaczyć, którego trzeba będzie błagać, żeby raz w roku wpadł na obiad. Krótko mówiąc - boję się, że nie nawiążemy z nim dość silnej, zdrowej więzi.
Ktoś go skrzywdzi
To moje dziecko. Patrzę na niego od pierwszych chwil jego życia i widzę bezbronnego stwora, który zasługuje na wszystko, co dobre, pogodne, zdrowe. Świat nie jest taki. W szkole są agresywne bachory, w internecie chorzy dorośli, na każdym kroku zagrożenia. Nie ufam ludziom. Nie mogę chować syna pod kloszem, będę więc musiała swoją nieufność i obawę przełknąć. Przed wszystkim Małego nie uchronię. Mogę mu tylko obiecać, że sama świadomie go nie skrzywdzę i obronie gdy tylko będę mogła.
Popełnimy błędy
Każdy popełnia. I ci, którzy kierują się intuicją i ci, którzy słuchają mądrych rad, czytają książki i chodzą na warsztaty psychologiczne dla rodziców. Każdy zrobi coś, czego będzie żałował i co dziecko sobie zapamięta. W rodzicielstwie nie ma miejsca na perfekcjonizm i przerost ambicji.
Dorośnie
To nie obawa, raczej żal. Teraz jest nie tylko słodki, miły, ale i znajduje się pod naszą opieką. Nie poznał świata od najbardziej parszywej strony, a my jeszcze nie zafundowaliśmy mu traum i nie zwichrowaliśmy psychiki. Właśnie teraz jest dobrze i szczęśliwie. Tyle, że jesteśmy niewyspani.
Rozmaite rodzicielskie obawy mnie nie paraliżują. Są obecne, ale gdzieś w tle. Na pierwszy plan wysuwa się coś zupełnie innego. Całe szczęście. Nie życzę nikomu, by lęki, fobie i poczucie zagrożenia przyćmiły to, co dobre w byciu matką czy ojcem. Kończąc optymistycznie - pamiętajmy, że znakomita większość zjawisk, problemów czy trudności, których się obawiamy, najprawdopodobniej nigdy nie będzie mieć miejsca. Potwierdzone empirycznie!
Komentarze
Prześlij komentarz